Panie, serce moje nie jest wyniosłe ani oczy moje dumne; nie zajmuję się sprawami wielkimi ani zbyt cudownymi dla mnie. Doprawdy, uciszyłem i uspokoiłem duszę moją jak dziecko odstawione od piersi przy swojej matce; jak odstawione dziecko jest dusza moja we mnie.
Psalm 131,1–2
Nie ja to rozwiążę
Głodne niemowlę to same pięści i rozpaczliwie szukające usta — mała maszyna do zdobywania jedzenia. Odstawione od piersi dziecko na tych samych kolanach to inne stworzenie: dwulatek, który skończył płakać, policzek przy obojczyku, ciężki i ciepły. Kolana się nie zmieniły. Zmieniło się dziecko. Przestało się domagać, a mimo to zostało. Odstawienie, z punktu widzenia dziecka, nie było łagodne. Był protest. Już minął.
To cały ten psalm. Autor nie twierdzi, że zna odpowiedzi. Mówi coś przeciwnego: niektóre sprawy są dla mnie za wielkie i przestałem nad nimi pracować. Nie dlatego, że się rozwiązały — dlatego, że je odłożył. „Uciszyłem i uspokoiłem duszę moją.” To czasownik. Coś, co zrobił, celowo, pewnie nie raz.
Masz pytania, które się nie domykają. Czy wybrałeś dobrze. Czy ktoś, kogo straciłeś, w ogóle gdzieś jest. Możesz dziś wieczorem dalej je mielić albo być tym starszym dzieckiem: wciąż blisko tajemnicy, ale już bez żądania, żeby karmiła cię na zawołanie. Spokój nie jest nagrodą za rozwikłanie wszystkiego. Jest tym, co staje się możliwe, kiedy przyznasz, że nie rozwikłasz.
Które pytanie możesz odłożyć, choćby tylko na dziś?
Jeśli coś większego ode mnie trzyma to wszystko, to nie muszę tego trzymać ja.