Rozważcie to w sercach na swoich łożach i zamilknijcie. Sela. Spokojnie się położę i zasnę, bo ty sam, Panie, sprawiasz, że mieszkam bezpiecznie.
Psalm 4,5.9
Zamknij laptopa
Czterdzieści otwartych kart, trzy niewysłane wiadomości, jedna kłótnia, która wciąż buczy w tle — a mimo to co wieczór zamykasz klapę laptopa. Niczego nie kończysz. Po prostu przestajesz. Maszyna trzyma to wszystko w ciemności i jakoś wolno jej to robić.
Autor Psalmu 4 miał zły wieczór. Ludzie rozpowiadali o nim kłamstwa, a nastrój wokół był kwaśny: kto nam pokaże coś dobrego? Nic w tym psalmie nie zostaje naprawione. Nie przychodzą przeprosiny, żaden wyrok nie oczyszcza jego imienia. Zamiast tego robi ostatnią rzecz, na jaką pozwala logika kryzysu. Kładzie się. Celowo, w samym środku kryzysu. Jego bezpieczeństwo, mówi, nie bierze się z czuwania nad wszystkim.
Możesz to czytać jako wiarę albo jako zdrowy rozsądek; tak czy inaczej da się to sprawdzić już dziś w nocy. Niedokończone sprawy będą o siódmej rano tak samo niedokończone, czy będziesz ich pilnował, czy nie. Sen to codzienne przyznanie, że świat działa bez twojego nadzoru — osiem godzin ćwiczenia się w nierządzeniu. Psalmista wierzył, że wartę trzyma ktoś godny zaufania. Ty możesz nie być pewny. Klapę i tak możesz zamknąć.
Co może dziś w nocy zostać niedokończone?
Nie wiem, czy tam jesteś, ale idę spać tak, jakby ktoś czuwał.